Życie

32 urodziny – 5 sukcesów i 2 porażki

postanowienia urodzinowe

W moim życiu minął kolejny rok, nie minęło jednak to, że wciąż kocham celebrowanie urodzin. Co roku mam też pewne postanowienia, które poniekąd wyznaczają mi drogę i pomagają uporządkować chaos. Dzięki tym planom wiem, czy stoję w miejscu, czy udało mi się rozwinąć i zrealizować kolejne marzenia.

Urodzinowe postanowienia

Wiesz, to nie jest tak, że siadam z kartką i długopisem, a potem dokładnie zapisuję, co powinnam zrobić. Nie dzieje się to w żaden wyznaczony dzień, nie określam też wszystkiego od A do Z. Postanowienia odzwierciedlają moje plany, ale pojawiają się w ciągu roku. Traktuję je jako drogowskazy, starając się bezpiecznie dojechać do celu. Nie robię jednak nic na siłę, nie kładę wszystkiego na szali i nie idę va banque.

Staram się postawić sobie cele, które pomagają mi być lepszym człowiekiem. Robię to dla siebie, moich bliskich i tych całkiem nieznajomych, bo wiem, że zawsze może być lepiej. Daleko mi do przekonania, że jestem idealna i właściwie nad niczym nie trzeba pracować. Jest wręcz przeciwnie – wiem, że do doskonałości mi daleko i chcę zmieniać tę rzeczywistość.

Postanowienia na 30 urodziny

W tamtym roku udało mi się zrealizować 5 postanowień – takich dla ciała, umysłu i drugiego człowieka. Ostatnie odhaczyłam kilka dni przed urodzinami, ale udało się! Dało mi to kopa i mnóstwo energii do tego, by uwierzyć w siebie i w to, że bez względu na czynniki zewnętrzne, można coś zmienić.

Postanowienia na 32 urodziny

Wróćmy jednak do stanu obecnego i realizacji moich postanowień na 32 urodziny. W tym roku byłam ambitniejsza, wyznaczyłam sobie 7 punktów, które miały stać się ciałem. Dlaczego tak wiele? Chyba dlatego, że ostatni rok tak mnie zmotywował i pokazał, że potrafię przekraczać granice, iść po swoje. Życie pokazało, że jednak nie same sukcesy były mi pisane, zdarzyły się też porażki. Myślę, że nie tylko mnie rok 2020 nieźle wybił z rytmu pokazując, gdzie moje miejsce. W uszach wciąż dudni mi cytat:

Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.

Woody Allen

5 sukcesów na 32 urodziny

Dobra, przechodzę do sedna! Miało być o postanowieniach, w takim razie zaczynamy. Jak wiadomo, łatwiej zacząć od tego, co się nam udało, prawda?

Zaczęłam studia podyplomowe

O studiach podyplomowych myślałam od kilku lat. Te, na które się w końcu zdecydowałam obserwowałam przez 2 lata! Wciąż wydawało mi się, że mam za dużo na głowie, że to nie czas na szkołę, że dzieci jeszcze małe, no i wiadomo – dodatkowe koszty. Co kilka miesięcy zaglądałam jednak na stronę uczelni, sprawdzałam program, czesne, terminy rekrutacji.

Ostateczną decyzję o studiach podyplomowych z “Psychologii Biznesu” podjęłam w styczniu. Wzięłam udział w zimowej rekrutacji i po raz kolejny zostałam studentką. Ta podyplomówka była dla mnie ważna na kilku płaszczyznach:

  • pasja – od dawna jedną z największych moich pasji jest psychologia;
  • firma – wsparcie marketingu w kobiecych biznesach, to nie tylko doradztwo – to rozmowa i całościowe podejście do tematu;
  • życie – odskocznia od codzienności i pracy w domu.

Z tym trzecim trochę nie wyszło, bo mieliśmy tylko jeden stacjonarny zjazd, a potem był koronawirus i nie muszę Ci pisać, jak się to skończyło. Przede mną drugi semestr – trzymaj kciuki!

Rozwój firmy i bloga

To jedno z takich postanowień, które pewnie będę realizować z okazji każdych urodzin. Oczywiście tak długo, jak długo będzie istniała moja firma i blog. Na razie nie zamierzam się jednak zwijać, a na koncie mam wiele fajnych i zrealizowanych zleceń i coraz więcej wspaniałych czytelniczek. Swoją drogą przez ten rok poznałam mnóstwo kobiecych historii i z wieloma kobietami bardzo się zaprzyjaźniłam. To daje mi ogromną siłę, gdy przychodzi kryzys twórczy, a takie niestety czasami się zdarzają. Rozsmakowałam się też w życiu na własny rachunek, nie wykluczam etatu za parę lat, ale teraz jest mi dobrze.

Zaprzyjaźniłam się z… dentystą!

No dobra, możesz się śmiać, ale ja panicznie boję się wizyt u dentysty! Tak, wiem że jestem dorosła, ale nie zmienia to faktu mojej fobii. Więcej pisałam Ci o tym tutaj: JESTEM DOROSŁA I BOJĘ SIĘ DENTYSTY! .

Plan był taki, że na 32 urodziny będę miała wszystkie wizyty z głowy, a zęby zdrowe jak… nie wiem co, ale zdrowe! Szyki popsuła mi lekko jedna siódemka, ale po półrocznym opatrunku udało się ją wyleczyć bez atrakcji w stylu kanałowe. W sierpniu byłam na ostatniej wizycie, wszystko gra i buczy, a ja zmierzyłam się z jednym z moich największych lęków. Co więcej, zapisałam się już na wizytę kontrolną za pół roku!

Wróciłam do lekcji angielskiego

To teoretycznie proste wyzwanie, ale pewnie nie dla kogoś, kto panicznie boi się mówić po angielsku. Nieważne, że przez lata w korporacji używałam języka bardzo często. Ba! Prowadziłam nawet prezentacje po angielsku! Zawsze wiązało się to jednak z ogromnym stresem i brakiem komfortu. Obiecywałam sobie od kilku lat, że kiedyś znajdę nauczyciela, który pomoże mi nabrać pewności siebie i pomoże podszlifować warsztat. Udało się – zapisałam się na lekcje przez Skype i opłaciłam pakiet. Uczę się znowu angielskiego i jestem z siebie cholernie dumna, bo przełamuję barierę wstydu.

Sztuka odpuszczania sobie

To chyba jedno z trudniejszych postanowień. Sama wiesz, jak trudno jest sobie odpuścić. Wkładamy na barki o wiele więcej, niż jesteśmy w stanie unieść, ale nawet gdy to wszystko nas przygniata, nie odpuszczamy. Postanowiłam, że w tym roku zaprzyjaźnię się z dawaniem sobie trochę luzu i zasadą, że jeśli nie daję rady, to nic na siłę.

Na początku było trudno, starych przyzwyczajeń nie tak łatwo się pozbyć. Okazuje się jednak po raz kolejny, że praktyka czyni mistrza! I wiesz, to wcale nie jest takie trudne, jak mi się wydawało. Trzeba jednak robić to małymi kroczkami, zaczynać o niewiele znaczących spraw, żeby potem znaleźć siłę na te nieco większe kwestie. W natłoku obowiązków, tego co wypada i tych wszystkich oczekiwań otoczenia, sztuka odpuszczania jest złotem.

Myślę, że nad tym trzeba pracować przez całe życie, bo cholerstwo szybko wróci, jeśli lekko odpuścimy odpuszczanie. Trzeba pamiętać, że jeśli nie zrobimy wszystkiego z listy i nie będziemy super perfekcyjne, tak naprawdę nic się nie stanie. Świat się nie zawali, gdy czasami damy sobie trochę luzu.

2 porażki, których nie planowałam

Mimo tego, że odpuszczanie sobie idzie mi całkiem nieźle, o tyle postanowienie o tzw. work life balance o wiele gorzej. O co w tym chodzi? A o takie znalezienie balansu między pracą a życiem prywatnym, obowiązkami zawodowymi i pasjami, rodziną. I ja dokładnie wiem o co chodzi i co chcę osiągnąć, ale cholera jakoś nie wychodzi. Może dlatego, że dopiero rozwijam firmę i chcę zrobić więcej, lepiej i bardziej?

Nie bez znaczenia jest tu też ten cały koronawirus, który totalnie zaburzył mi rytm dnia. W dzień zajmowałam się dziećmi, wieczorami i nocami pracowałam. Potem chodziłam jak zombiak, a wszystko się na siebie nawarstwiało. Nic to! Przyznaję się, że się nie udało, wyciągam wnioski i idę dalej!

Drugą porażką jest moja… waga, którą miałam utrzymać. Tu też pewnie najłatwiej byłoby zrzucić na wirusa w koronie, bo przecież siłownię mi zamknęli i uziemili z dziećmi. Prawda jest jednak taka, że mogłam ćwiczyć na macie w domu i zdrowiej się odżywiać. Faktem jest też to, że moja tarczyca zwariowała i przez kilka tygodni zupełnie nie mogłam nad nią zapanować. Mimo starań waga stała w miejscu, mając moje oczekiwania totalnie w nosie. Po pewnym czasie wszystko wróciło do normy – czuję się lepiej, a tarczyca nie świruje, ale… waga daleka jest od oczekiwań.

Jaki jest ostateczny rachunek? Z 10 kg, które udało mi się zrzucić od maja go grudnia, wróciło 5 kg. Niby wciąż na minusie, ale nie utrzymałam wagi tak, jak planowałam.

Co przyniesie następny rok?

Na to pytanie nie potrafię sobie odpowiedzieć. Wiem jednak, że znowu coś wymyślę i nie spocznę na laurach. Już sam wrzesień przyniósł nowe wyzwania, takie jak pierwsza klasa Zosi i 5 urodziny Julki. Bo świat nie stoi w miejscu, nie chce się zatrzymać lub po prostu na chwilę zwolnić. I nie, nie mam problemu z tym, żeby mówić o przemijającym czasie. To przecież naturalne, że z każdym rokiem więcej kresek na koncie. Bez względu na to, co będzie za rok, mam nadzieję, że moja rodzina będzie zdrowa i szczęśliwa, a ja wciąż będę wierzyła w siebie i pomagała innym kobietom w dążeniu do szczęścia.

Leave a Response