Życie

5 postanowień na 30te urodziny (rok później), czyli niemożliwe jest możliwe

trzydzieste urodziny 30tka

Jestem jedną z tych wariatek, które kochają celebrowanie urodzin. Nie wyprawiam imprez, nie chodzę w sukience balowej, ale tak po prostu bardzo lubię ten dzień. I zawsze 17go września czuję się wyjątkowo. Tak, bez względu na to, ile mam lat – wciąż uwielbiam moje urodziny. Może wydać Ci się to głupie, płytkie lub bezsensowne, ale wiesz co? Trochę mam to w nosie, bo to mój dzień! Urodziny bliskich też są dla mnie tak ważne. No, na przykład, moim dziewczynkom co roku piekę własnoręcznie tort. Nie jest może najpiękniejszy, ale to już taka tradycja. Wracając do moich urodzin – oprócz całej tej tęczowo-brokatowej celebracji, są też postanowienia.

Nie planuję w styczniu

Co roku jestem rok starsza i co roku coś sobie postanawiam. Nie planuję w grudniu, a styczeń nie jest dla mnie wyjątkowym miesiącem. U mnie wszystko zaczyna się we wrześniu, to mój magiczny czas. Wracam do rzeczywistości po wakacjach, pełna energii i motywacji. Moje baterie naładowane są słońcem, mogę działać. Uwielbiam ostatnie promienie słoneczne, gdy tak przyjemnie łaskoczą moją twarz. Gdy suche, złote liście szeleszczą pod butami. Często wtedy siadam na tarasie i otulona kocem piję gorącą kawę. Lubię też to dudnienie deszczu za oknem, gdy siedzę w ciepłych skarpetach z rozgrzewającą herbatą w dłoniach.

To taki moment, gdy jeszcze przez chwileczkę, przez momencik, mogę cieszyć się odchodzącym latem. Wrzesień, to zdecydowanie mój miesiąc! Tak jak wspomniałam – właśnie wtedy planuję. Zazwyczaj rzucam sobie kilka luźnych pomysłów, co chciałabym zrobić, gdzie pojechać. W tamtym roku było trochę inaczej, pewnie ze względu na to, że kończyłam 30 lat. Nie to, żebym jakoś przejmowała się wiekiem – wręcz przeciwnie! Właśnie wtedy postanowiłam, że nadchodzący rok będzie absolutnie wyjątkowy! Wymyśliłam sobie, że zrobię 5 niemożliwych rzeczy. Niemożliwych na tamten czas.

Dwa postanowienia dla ciała

Większość kobiet, planując nowe życie, zmienia fryzurę. Tnie, kręci, prostuje, farbuje. Z takiego założenia wyszłam też ja. Nie wystarczyło cięcie, miałam już wszystkie możliwe długości, potrzebowałam czegoś totalnie innego… Całe życie miałam ciemne włosy. Nigdy nie brałam pod uwagę tego, że mogłabym być blondynką. Jak się okazało inni też… ludzie przestali poznawać mnie na ulicy! To jest dopiero zmiana! Zajęło mi to kilka miesięcy. Zaczęło się od lekkiego rozjaśnienia końcówek. Tak czy siak, w grudniu byłam już blondynką. Blond włosy – odhaczone!

Kolejna niemożliwa sprawa, to moja waga. Odkąd pojawiła się niedoczynność tarczycy, było tylko gorzej i gorzej. Nie umiałam nad tym zapanować, mimo leków. Zabierałam się do tego kilka razy i wciąż nic z tego nie wychodziło. Ale postanowienie, to postanowienie! Skoro to miał być magiczny rok, to musiało się udać! Zawzięłam się i od maja do lipca schudłam 8kg! Może pomyślisz, że to niewiele, ale wystarczyło na zmianę rozmiaru z M na S. Więcej już nie chudnę, tyle wystarczy. Czuję się świetnie! Nowa waga – odhaczone!

Dwa postanowienia dla umysłu

Chwilę przed urodzinami zaczęłam zmieniać swoją rzeczywistość i układać na nowo w głowie. Powoli miałam dosyć tego, jak wygląda każdy mój dzień. Tej przepychanki między domem, a pracą. Pociągów o 7 rano i niewielu chwil w pełni poświęcanych dziewczynkom. Byłam zmęczona. Tak cholernie zmęczona… Nie miałam czasu na życie, pasje i siebie. Powoli w głowie zaczął kiełkować plan. Uwielbiam pisać i rozmawiać z ludźmi. Byłam silniejsza niż kiedykolwiek i chciałam się tą siłą podzielić. Postanowiłam, że pierwszym krokiem w nowe, będzie mój własny blog.

Tak właśnie powstało to miejsce. Celem nie były zasięgi, miliony wejść i popularność. Chciałam motywować inne kobiety do działania i pokazywać im, że jak się czegoś bardzo chce, to można góry przenosić! Wiesz co jest moim sukcesem? To, że właśnie czytasz ten wpis. To, że jesteś ze mną. Bardzo Ci za to dziękuję. Jestem również wdzięczna za wiadomości, które dostaję od innych kobiet. I nie chodzi tu o karmienie próżności, a o uśmiech na twarzy, gdy czytam miłe słowa, gdy wiem, że na coś się przydało to moje paplanie. Dziękuję raz jeszcze, że tu jesteś, jeszcze dlatego, że dajesz mi siłę. I motywację do dalszego pisania. To wspaniałe uczucie! Bałam się opinii innych, tego, czy ktoś tu w ogóle wejdzie. A Ty jesteś. Dziękuję, że pomogłaś mi spełnić postanowienie nr 3. Bloga założyłam 14go lutego 2019 r. – odhaczone!

Kolejne postanowienie, to już bardziej marzenie wielkiego kalibru, ale o tym zaraz. To całe pisanie spodobało mi się na tyle, że postanowiłam zostać copywriterem. Skoczyłam 5 tygodniowy kurs, zaczęłam od malutkich zleceń i okazało się, że jest nieźle. Dało mi to szansę podejść do tego wspomnianego wielkiego kalibru – własnej firmy. Od 2011 roku zajmuję się zawodowo marketingiem internetowym, postanowiłam pracować na własny rachunek. To było trudne postanowienie. Totalna zmiana. Praca zdalna przy artykułach, szkolenia i oferta dla firm. Po ponad 8 latach na korpo etatach, chciałam odmiany. W maju, wraz z początkiem zmiany wagi, postanowiłam odejść z pracy i zacząć swoje. Firmę założyłam 5 go czerwca. Od tej pory mam mnóstwo pomysłów i pracy, ale też dużo swobody, której zawsze brakowało mi w korpo. Własny biznes – odhaczone!

Jedno postanowienie dla drugiego człowieka

Od zawsze staram się pomagać innym. Przekazuję 1% podatku dla Fundacji Gajusz, nałogowo wspieram zbiórki na Siepomaga.pl, organizuję Szlachetną Paczkę, oddaję ubrania na wolontariat, angażuję się w akcje lokalne… Zastanawiałam się, co jeszcze mogę zrobić. Od lat myślałam o zostaniu genetycznym bliźniakiem, ale nigdy nie miałam odwagi zarejestrować się w bazie DKMS. Niby metoda pobierania krwiotwórczych komórek macierzystych z krwi obwodowej, to 80% przypadków, ale zostaje te 20%… Tu w grę wchodzi pobranie z talerza kości biodrowej. Ten fakt paraliżował mnie tak, że totalnie nie potrafiłam przeskoczyć tej bariery w głowie. No i to się nazywa postanowienie! Z DKMSem zwlekałam najdłużej, dopiero pod koniec sierpnia postanowiłam zamówić swój zestaw. Gdy zobaczyłam kopertę w skrzynce… strach, obawa? Chyba tak. Trzy dni przed urodzinami odważyłam się pobrać próbki. Rejestracja w bazie DKMS – odhaczone!

Niemożliwe jest możliwe!

Jeśli o czymś bardzo marzysz, jeśli wciąż zastanawiasz się, czy to ma sens… po prostu spróbuj. Miej wszystko i wszystkich w nosie, i zacznij realizować swoje marzenia! Stawiaj poprzeczkę wyżej, nie zadowalaj się bylejakością. Uwierz w siebie i swoją siłę! Skoro w rok można zostać blondynką, schudnąć 8 kg, założyć bloga i własną firmę, a także pokonać strach i oddać cząstkę siebie innej osobie, to… niemożliwe jest możliwe!

Fot. Elwira Dobrzańska

P.S. Spódnica z La Farfalla 🙂

1 komentarz

  1. No i sie powylam…. Jak tak mozna rozczulac ludzi po drugiej stronie ekranu. Zawsze jak slyszalam takie wzniosle slowa to mialam w glowie wizje jednorozca rzygajacego tęczą…. a tu znam kazdy krok, śledziłam każdą klode pod nogami i kazdy zdobyty stopien w gore. Jestem z Ciebie tak ogromnie dumna ze nawet sobie tego nie wyobrazasz😍😍😍😍 i szczerze zazdroszcze -ja nadal szukam pomyslu na siebie-kiedys go znajde🦄

Leave a Response