fbpx
Życie

Zanim to powiesz, pomyśl dwa razy

zanim to powiesz

Tak prosto jest oceniać i radzić, prawda? Spojrzeć i powiedzieć to, co siedzi Ci w głowie, bez zastanowienia. Nie myśląc o tym, co czuje ta druga osoba i w jakim jest stanie. Co dzieje się obecnie w jej świecie. Zranić na wskroś słowem, które wcale nie powinno być wypowiedziane. Jestem pewna, że nie raz czułaś ten ból. Nie raz płakałaś. Zastanawiałaś się, jak tak można. Być może ktoś argumentował to troską, ale troska wygląda zupełnie inaczej.

“Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”. Głupi frazes, czy sens człowieczeństwa? Dzisiaj opowiem Ci trzy sytuacje z mojego życia. Już teraz proszę – zanim coś powiesz, pomyśl dwa razy. Proszę.

Ależ z niej gruba świnia

Gdy w kilka miesięcy tyjesz 20 kilogramów i z rozmiaru 34 wskakujesz na 40, nie jest łatwo. Pewnego dnia stajesz przed lustrem i zupełnie nie poznajesz siebie. Znika ta zgrabna kobieta, która ważyła jeszcze chwilę temu 52 kg, a na jej miejscu pojawia się 72 kilogramowy wieloryb. Tak, tak właśnie o sobie myślałam. Nie poznawałam siebie. Ćwiczyłam, niewiele jadłam i wciąż tyłam. Wcale nie objadałam się bez opamiętania. Starałam się nad tym zapanować, ale zupełnie nie miałam na to wpływu. Pewnie myślisz sobie, że to przecież nie koniec świata, że nie było tak źle. Dla mnie było. Nie miałam nad tym żadnej kontroli.

Wiesz, słyszałam te wszystkie komentarze. Niby niewypowiadane do mnie. Widziałam te spojrzenia. Niby nie kierowane na mnie. I wszystko tak bardzo bolało. Może myślisz, że jestem pusta, ale wiesz, nie chodziło tylko o wagę. Czułam, że nie panuję nad życiem, że dzieje się coś, czego nie mogę opanować. Zaczęłam wędrówkę po lekarzach, robiłam badania i… wciąż nic. Jedna Pani endokrynolog powiedziała mi, że to nie kwestia hormonów, że po prostu jestem gruba. Że zamiast chodzenia po lekarzach, powinnam poszukać siłowni. Zabolało. Potem pewna znajoma mojej mamy, powiedziała mi wprost – “ależ Ty się gruba zrobiłaś”. Zabolało jeszcze bardziej.

Kolejny lekarz i kolejne badania. Tym razem trafiony – zatopiony. Niedoczynność tarczycy. Po pierwszym miesiącu na lekach było zdecydowanie lepiej. W pierwszym cyklu z magicznymi pigułkami zaszłam też w ciążę i do 6 miesiąca, byłam już 6 kg lżejsza.

Jeśli znasz mnie od niedawna, nie wiesz, jak wyglądałam wcześniej. Że od kilku miesięcy walczę o każdy kilogram, że schudłam 8 kg. Że czasami budzę się z dnia na dzień, a waga wskazuje 2 kg więcej. I wiesz, nie chodzi mi tylko o wygląd. To kwestia tego, jak się czuję. Nie pilnuję wagi dla Ciebie, rodziny, czy znajomych. Chcę czuć się dobrze ze sobą. Nie oceniaj mnie, zanim coś powiesz, zastanów się dwa razy.

Odpuść, na pewno zajdziesz

O ciąży już wspomniałam. O tym, że walczyłam o nią 12 miesięcy – nie. Kolejne badania, u kolejnych specjalistów. Robiłam testy, mierzyłam temperaturę i starałam się zrozumieć, co ze mną nie tak. I wiesz, szczerze nienawidziłam tych wszystkich wspaniałych rad. O tym, jak trzeba odpuścić, na wakacje pojechać, przestać się przejmować. Cholera jasna, serio? Byłaś kiedyś w takim momencie? To nie była kwestia tego, że musiałam mieć dzieci tu i teraz. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że mogę, bo… nieważne. To temat na inną rozmowę.

I to nie tak, że byłam owładnięta tą myślą i staraniami. Po prostu bardzo chciałam być mamą i nie wychodziło. I wszyscy dookoła mieli wspaniałe rady, chociaż wcale o nie nie prosiłam. Nie opowiadałam też, jak się staram i nie mogę. O tym się zazwyczaj nie mówi. Gdy dziesiąty raz z rzędu na teście nie masz drugiej kreski. Uwierz, że nie jest to proste, że nie chcesz o tym mówić i słuchać, co powinnaś, a czego nie.

Wtedy obiecałam sobie, że nigdy nie będę radzić komuś, kto stara się o dziecko. U mnie to była kwestia niedoczynności tarczycy. Pierwszy cykl z tabletkami i od razu zaskoczyło. Ale o tym napisałam Ci już wyżej. Zanim powiesz coś takiego kobiecie walczącej o dziecko, zastanów się, czy Twój komentarz jest na miejscu. Nie wyskakuj ze złotymi radami. Proszę.

Ależ pewna siebie

To całkiem świeże, ale nie boli. Tu będzie krótko i na temat. Tak, jestem cholernie dumna z tej pewności siebie. Długo o nią walczyłam. Szczerze? Zajebiście cieszę się z tego, w jakim miejscu teraz jestem. W nosie mam opinię innych. Realizuję marzenia i idę do przodu. I co z tego, że ktoś wyrazi wątpliwość na temat mojego bloga, zaśmieje się, co to ze mnie za blogerka z koziej dupy. Że założy się z kimś innym, ile wytrzyma moja firma i kiedy wrócę na etat. Możemy pośmiać się razem. Oprócz pewności siebie, mam też dystans, którego kiedyś mi brakowało.

Tak jak asertywności i poczucia własnej wartości. Teraz możesz się ode mnie uczyć, jeśli masz z tym problem. Bo ja nie marzę, ja realizuję marzenia. W końcu w siebie uwierzyłam. W to, że niemożliwe jest możliwe też. To możesz mówić, że jestem cholernie pewna siebie.

Zanim ocenisz, udzielisz rady i wyrazisz “troskę”, pomyśl dwa razy

Jeśli dziewczyna ma blond włosy i doczepione rzęsy, to może wcale nie jest pustą i bezwartościową osobą. Może po prostu to jej naturalny kolor włosów, a o takich rzęsach marzyła całe życie.

Jeśli znajoma schudła drastycznie i ma cienie pod oczami, to może wcale nie głodzi się i nie laszczy. Może po prostu ma depresję i ciężko jej wstać z łóżka.

Jeśli piękna i silna kobieta nagle przestała się odzywać, to może wcale nie jest wyniosłą suką. Może po prostu rozwodzi się z mężem i nie radzi sobie z życiem.

Mam wyliczać dalej problemy i złudzenia? Cholera, tak prosto jest oceniać i zranić słowem. A może warto czasami pomyśleć dwa razy? Zapytać co słychać, uśmiechnąć się? Zająć się swoim życiem i nie radzić innym? Wrócę do początku – “Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”. Proszę.

Leave a Response