Życie

Kiedy znowu będzie normalnie? I czym właściwie jest normalność?

normalnosc kiedy bedzie normalnie

Prawie rok temu snułam na blogu rozważania nad tym, czym właściwie jest normalność. Wszystko, co znaliśmy do tej pory zaczynało wywracać się do góry nogami, wraz z nadejściem nieznanego wirusa. Teraz wiemy o wiele więcej, do wielu rzeczy już przywykliśmy. Ale każdy tęskni za normalnością, stanem sprzed pandemii. Czym w takim razie jest właściwie ta normalność?

Dla jednych normalne, dla innych… dziwne!

Bardzo ciężko jest zdefiniować to, co jest normalnie. Bo przecież dla jednych pewne rzeczy są codziennością, a dla innych czymś zupełnie dziwnym. Bardzo duży wpływ na postrzeganie świata ma to, gdzie żyjemy i co nas otacza. Każdy z nas rodzi się w konkretnym kraju, otoczony pewną kulturą i w danej społeczności. Na to nakładają się normy i zasady, które obowiązują w rodzinie, szkole lub pracy. Nie bez znaczenia jest także to, co czujemy i jakimi jesteśmy ludźmi. Co kryje nasze serce i umysł.

Możemy wskazać tysiące czynników, które definiują pojęcie “normalności”. Co więcej, definicja ta może zmieniać się wraz z miejscem zamieszkania, statusu społecznego, pracy lub etapu w życiu. Bo przecież nic nie trwa wiecznie i nie jest niezmienne. Dlaczego, więc tak bardzo przywiązujemy się do tego, co uznajemy za normalne?

Rytuały i poczucie bezpieczeństwa

Każdy człowiek do życia potrzebuje nie tylko jedzenia i picia, innych ludzi i czasu tylko ze sobą. Pomijając inne niezbędne, materialne rzeczy, potrzebujemy też pewnej stałości. Codziennych rytuałów, które dają nam poczucie bezpieczeństwa. Owszem, jest wśród nas wielu, którzy żyją na krawędzi, z dnia na dzień, ciesząc się życiem. Dla nich jest to jednak normą, a gdy przychodzi stagnacja czują, jakby ktoś odebrał im to, czym żyli.

Bez względu na to czy jesteś księgową, ekspedientką, czy artystką – masz swoje własne przyzwyczajenia i rytuały. To one dają Ci poczucie sprawczości i bezpieczeństwa, pozwalają utrzymać kontrolę. Być może pijesz każdego ranka czarną kawę i w pośpiechu sprzątasz kuchnię. A może jesteś wolnym duchem, który wstaje o 12 i zaczyna dzień od wypicia szklanki mleka. Nieważne, jak wygląda Twój dzień, ma on swój ustalony rytm.

Jedni tracą go łatwo, inni potrzebują potężnego bodźca, który wytrąci ich z równowagi. Czasami zmiany przebiegają ewolucyjnie – następują powoli jedna po drugiej. W innych przypadkach nagle na głowę spada niebo i burzy wszystko, co znaliśmy. Rozpoczyna się rewaluacja, której nie da się zatrzymać.

Życie to ciągła zmiana

Bez względu na to, jak bardzo chcemy zachować naszą “normalność”, nie zawsze jest to możliwe. Możemy nie wierzyć w koronariwusa i umierających ludzi, ale zmiany, które niesie pandemia odczuwają wszyscy. Na początku było bardzo trudno, teraz wiemy już “z czym się to je” i jest znacznie łatwiej.

Życie to jednak ciągła zmiana i to, co na ten moment wydaje się normalne, za chwilę może już takim nie być. To jest właśnie normalne. Ta zmiana. Pytanie tylko o naszą zdolność adaptacyjną do zmieniającej się rzeczywistości. Jeśli łatwo wchodzimy w nowe sytuacje, szybko wypracujemy swoją nową codzienność. W przypadku, gdy słabiej radzimy sobie ze zmianami, proces może okazać się trudniejszy.

Maseczki – normalne, czy nie?

Weźmy na tapetę te znienawidzone przez większość maseczki. Rok temu postrzegane były głównie, jako atrybut służby medycznej. Obecnie każdy z nas ma jedną w kieszeni, w aucie i cały zapas w domu. Automatycznie zakładamy je na twarz, chociaż jeszcze 12 miesięcy temu totalnie o tym zapominaliśmy. Częściej myjemy też ręce, a gdy jesteśmy chorzy – nie zbliżamy się do osób, które możemy zarazić.

Nie wiem, jak Ty, ale ja łapię się na tym, że dziwią mnie ludzie w filmach bez maseczek. Albo tłum na imprezie! Od razu w głowie pojawia mi się czerwona lampka! Po chwili przychodzi jednak myśl, że to przecież rzeczywistość sprzed pandemii. “Bezpiecznie” mogę jednak oglądać New Amsterdam – popularny teraz serial medyczny na Netflixie. Taki mechanizm pokazuje, jak mózg zaczyna zmieniać obraz otaczającej nas rzeczywistości.

Palenie w miejscach publicznych

To trochę tak, jak z paleniem w miejscach publicznych. Masz czasami tak, że gdy oglądasz filmy z PRLu dziwi Cię palenie papierosów w urzędzie lub samolocie? No właśnie, to nienormalne! A przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu tak wyglądał świat i nikomu nie przyszło na myśl, że mogłoby się to zmienić. Człowiek wyciągał papierosa gdziekolwiek chciał i po prostu palił.

Zdecydowanie lepiej żyje mi się w tej normalności, gdzie dzieciaki nie oddychają wciąż w chmurze dymu. Ale pamiętam, że na imieninach u cioci można było w powietrzu powiesić siekierę. Na szczęście wszechogarniający dym papierosowy został wyparty i nienormalnie jest już palić choćby w salonie.

Czy wrócimy kiedyś do normalności?

To pytanie zadaje sobie wielu ludzi na całym świecie. Obawiam się jednak, że do tej sprzed pandemii koronawirusa nie wrócimy już nigdy. Zbyt wiele się zmieniło, żeby można było tak po prostu tam wrócić i żyć dalej. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że w tej totalnej rewolucji nie będziemy trwać wiecznie, a po wszystkim docenimy to, czego brakowało nam w trakcie tych szalonych miesięcy.

Przyzwyczaić można się przecież do wszystkiego, ale niekoniecznie musimy czuć się z tym komfortowo. W każdym razie życzę Ci powrotu do normalności, czymkolwiek dla Ciebie była. Albo przynajmniej wprowadzenia nowego ładu, który sprawi, że będziesz szczęśliwa.

A to wspomniany post sprzed roku:

Leave a Response