Wywiad z Facetką

Nieperfekcyjnie perfekcyjna mama, czyli Wywiad z Facetką

wywiad z facetką nieperfekcyjna mama

Czy potrafisz przyznać przed sobą, że nie jesteś perfekcyjna? Że nie wszystko robisz idealnie i czasami potrzebujesz chwili dla siebie, bez dzieci i męża w tle? Chcę Ci dzisiaj przedstawić kobietę, która postawiła życie na jedną kartę, zaryzykowała i odniosła sukces. Jest niezwykle ciepła, pracowita i… normalna. Przedstawiam Ci Anię Dydzik – nieperfekcyjnie perfekcyjną mamę, kobietę biznesu i blogerkę.

Anna Dydzik – Nieperfekcyjna Mama

Anię poznałam w styczniu 2019, gdy każdego ranka nieprzytomna wsiadałam do pociągu i jechałam do wysokiego, szklanego wieżowca na Domaniewskiej, czyli centrum warszawskiego Mordoru. Współpracowałyśmy przy jednym z moich projektów – Ania była zaangażowaną w niego blogerką. Wiesz, co mnie od razu uderzyło? Jej normalność i ciepło. Głośny śmiech, wesołe oczy i bijące z nich szczęście.

Spodziewałam się nieco więcej gwiazdorzenia i może zadartego w górę nosa, bo przecież strona Nieperfekcyjnej Mamy ma kilka milionów odwiedzin rocznie, a na FB śledzi ją ponad 200 tys. ludzi. Blog pojawia się w wielu topowych rankingach, a jego autorka zapraszana jest do programów w znanych stacjach telewizyjnych. Spodziewałam się gwiazdy, a spotkałam niesamowitą kobietę.

Cześć, nazywam się Ania i jestem nieperfekcyjną mamą!

Ania o sobie pisze mniej więcej tak – kobieta z krwi i kości, ale nie Matka Polka, tylko świadoma swojej wartości mama. Osoba poza wszelkimi ramami oczekiwań otoczenia i łamiąca stereotypy nieperfekcyjna mama trzech dziewczynek.

Dla mnie jest nieperfekcyjnie perfekcyjną kobietą, która skoczyła na głęboką wodę, uwierzyła w siebie i odniosła sukces. To ona zainspirowała mnie do stworzenia  bloga i firmy. Była dla mnie zupełnie obcą osobą, która wsparła mnie w trudnym momencie i dała mi mnóstwo siły. Dlatego właśnie chcę Ci ją przedstawić, żebyś uwierzyła w to, co zawsze powtarzam, że niemożliwe jest możliwe!

Wywiad z Nieperfekcyjną Mamą

Zapraszam Cię do przeczytania wywiadu z Anią – kobietą, która zrobiła niemożliwe.

Zmiany nigdy nie są proste

Magda: Kim jesteś z zawodu i czy pracowałaś w zawodzie?

Ania: Skończyłam studium medyczne, kierunek: analityka medyczna. Pracowałam w laboratorium dwa lata. Potem zostałam mamą i nie wróciłam już do pracy na etacie.

M: Pewnego dnia pomyślałaś jednak, że może warto coś zmienić…?

A: Tak naprawdę, nie chciałam oddawać córki do żłobka. Wiem, że wiele mam nie ma innego wyjścia, ale ja postanowiłam spróbować z własną firmą. Sprzedawałam w internecie pościele dziecięce, rożki, kocyki… Nic ponad to, co przychodzi do głowy młodym mamom, gdy chcą robić coś swojego.

M: Co wtedy czułaś, w bezpośrednim momencie przed zmianą? Chodzi mi o emocje.

A: Nie bałam się. Czułam się dziwnie spokojna. Cieszyłam się, że będę z córką w domu.

M: Często dziewczyny nie potrafią podjąć tej ostatecznej decyzji, długo wahają się, często marzenia i plany odkładają na później. Czy masz radę, wskazówkę, coś co Tobie pomogło?

A: Strach jest naturalną rzeczą. Mnie stresuje każda zmiana w życiu. Lubię mieć wszystko zaplanowane i pewne, nie lubię ryzyka. Wtedy wydawało mi się, że muszę wybrać: dziecko albo kariera. Jak bardzo się myliłam dotarło do mnie dopiero później. Nigdy nikomu nie doradzam, by ryzykował. Ale sam strach nigdy nie powinien nas powstrzymywać.

M: Jak wyglądało Twoje życie po „zmianie”? Czy było lekko, co było najtrudniejsze?

A: Dostałam od życia w twarz. Najpierw firma rozwijała się całkiem fajnie, ale prawdę mówiąc, nie miałam pojęcia o prowadzeniu biznesu. Myślałam, że wystawię produkty na sprzedaż i już – pójdą jak świeże bułeczki. Z czasem brakowało mi nawet na ZUS. Nie miałam pomysłu, planu ani pracy. Zamknięta w czterech ścianach z dzieckiem – wydawało mi się, że moje życie już zawsze będzie tak wyglądało. Zostanę kurą domową, mimo że szkołę medyczną skończyłam z wyróżnieniem. Byłam wściekła na siebie, na los, na dziecko, na bycie kobietą. Nie miałam celu. Wstawałam rano i robiłam wszystko automatycznie, jak robot. Kaszka, pielucha, spacer, obiad… Jednocześnie brakowało mi mojej pasji pisania. Zaczęłam prowadzić bloga, gdy Martyna poszła do przedszkola.

M: Opisujesz życie nieperfekcyjnej, ale ciepłej i kochającej mamy, jaka jest największa trudność w godzeniu życia blogerki i mamy?

A: Choć wielu osobom wydaje się, że złapałam Pana Boga za nogi, bo piszę w necie, zarabiam i jeszcze ”siedzę” w domu, to muszę przyznać, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Przede wszystkim trzeba być dobrze zorganizowaną osobą albo nauczyć się wiele spraw odpuszczać. Kiedy idziesz do pracy na etacie, pracujesz “od do”. Masz określone godziny, obowiązki, wiesz co do ciebie należy. Kiedy wracasz po pracy, zajmujesz się domem. Jeśli pracujesz w domu ciężko jest nad tym zapanować. Masz do napisania dwa teksty dla klientów, ale zamiast to robić – robisz pranie albo stoisz przy garach. Dużo czasu zajęła mi nauka rozdzielania tych dwóch światów. Wydawało mi się, że skoro pracuję w domu to będę świetnie wszystko ogarniać. Tymczasem okazało się, że wciąż zajęta byłam domem.

M: Pewnie wiele osób myśli, że jeśli śledzi Cię na FB ponad 200 tys. ludzi, to Twoje życie jest wyszukane i magiczne. Gdy widzą Cię w telewizji zastanawiają się, jakie to wspaniałe uczucie. Czy właśnie tak wygląda Twoje życie?

A: Te osoby zapominają, że dojście do tego etapu zajęło mi jednak trochę czasu. Że kiedyś czytała mnie garstka ludzi, i że na wszystko co dziś mam, musiałam zapracować. Konsekwencją, uporem i zamiłowaniem do tego co robię. Ludzie często widzą sam efekt, nie widzą drogi. Uśmiecham się, gdy słyszę: co to za praca, każdy mógłby tak pracować. A jednocześnie, nikt z komentujących w ten sposób nawet nie spróbował. Dziwne co? Skoro to taki łatwy zarobek 🙂

Fajna babka spod Opola

M: Jesteś zwykłą, fajną babką, ale czy czasem masz chęć zaszaleć? Wiesz, zrobić coś takiego totalnie spontanicznego i niemieszczącego się w głowie? Jeśli miałabyś nieograniczone możliwości, to co by to było?

A: Wróciłabym do czasów liceum i zdawałabym na psychologię. Jara mnie to na maksa! Mam wrażenie, że z taką psychologiczną wiedzą, nie tylko hobbystyczną, mogłabym naprawdę zaszaleć na blogu 😀 Nie wykluczam, że jeszcze się na studia nie wybiorę… Innych szaleństw nie potrzebuję, z trójką dzieci i mężem oszołomem nie narzekam na brak wrażeń 🙂

M: Mam to szczęście, że znamy się prywatnie. Mnie zawsze zachwyca właśnie ta Twoja szczerość, normalność i… pracowitość! Gdzie znajdujesz motywację do tego, żeby przy trójce dzieci, domu, psie i owcach, które hodujecie, wciąż się rozwijać, pisać i tworzyć? Bo średnio co 2-3 dni pojawia się u Ciebie nowy wpis, ja nie daję rady z takim tempem!

A: Często pytają mnie o to blogerki młodsze stażem 🙂 W pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że u mnie jest odwrotnie. Ja nie potrzebuję motywacji do pracy, nie muszę się napędzać. To właśnie pisanie i moi czytelnicy dają mi energię do tego, by zająć się domem i rodziną. Każdy dzień zaczynam od pracy, kończę, gdy dziewczynki wracają do domu ze szkoły i przedszkola. Jestem już wtedy naładowana pozytywną energią i mogę działać. Nie wyobrażam sobie pracy, której nie lubię. Dla mnie każdy poniedziałek jest fantastyczny. Jasne, mam czasem chwile bezsilności i złości, zwłaszcza gdy nagle fejs zeżre mi zasięg, ale to zawsze jest chwilowe.

M: Jak radzisz sobie z tym, że czasami musisz wyjechać i zostawić dziewczynki?

A: Kiedy promowałam pierwszą książkę wyjechałam do Warszawy na 5 dni. To była nasza pierwsza rozłąka. Przyznam, że lekko mnie ten wyjazd stresował. Młodsze córki miały wtedy 2,5 roku. Potem zdarzały się już tylko wyjazdy jedno- , dwu-, maksymalnie trzydniowe. Zauważyłam, że po każdym takim wyjeździe jestem… lepszą mamą. Bo wracam i mam zresetowaną głowę, brakuje mi już nawet tego marudzenia “mamooo”. I od nowa mogę cieszyć się macierzyństwem. Uważam, że to powinien być obowiązek każdej mamy, móc wyjechać na dwa dni w miesiącu, żeby zatęsknić.

Niemożliwe jest możliwe!

M: Na blogu zawsze staram się pokazywać, że niemożliwe jest możliwe – co Tobie na początku tej drogi wydawało się być właśnie takie totalnie niemożliwe, a co teraz właśnie się dzieje?

A: Kiedy zaczynałam, byłam wpatrzona w tych “wielkich” blogerów. Czytałam o tym ile zarabiają. Pamiętam, że za pierwszą współpracę dostałam 500 zł, kiedy oni brali dwadzieścia razy więcej. Statystyki bloga rosły, ja podnosiłam powoli stawkę. Kiedy po raz pierwszy klient zapłacił mi za wpis na blogu więcej niż zarabiałam przez miesiąc na etacie, czułam się nieswojo. Serio, miałam wyrzuty, że ludzie harują codziennie w pracy, a ja właśnie dostałam taką kasę. Nigdy przez myśl mi nie przyszło, że będę zarabiała na pisaniu. I że ta stawka jeszcze urośnie.

M: Co chciałabyś powiedzieć kobietom, które boją się realizować marzenia, pragnienia i nawet boją się o nich myśleć?

A: Że wszyscy się boją, nawet ci, którzy twierdzą i mówią inaczej. Jeśli się czegoś bardzo pragnie, to nie należy z tego rezygnować tylko ze względu na strach. Nie pozwólcie sobie wmówić, że coś się nie uda, kiedy same czujecie inaczej. Kiedy zaczynałam pisać blog, większość osób uśmiechała się pod nosem, inni kręcili głowami, reszta do dziś wciąż nie wie na czym to polega, ale do komentowania są pierwsi. Olać ich, robić swoje! Bo to oni w niedzielę wieczorem najbardziej narzekają na poniedziałki. A ludzie, którzy stawiają na siebie z niecierpliwością na ten poniedziałek czekają.

M: Masz swój przepis na sukces?

A: W każdej dziedzinie życia wyznaję jedną zasadę: nie patrzeć na innych. Nie kopiować, nie naśladować, nie podążać czyjąś drogą. Znaleźć swoją i pokazać innym, że jest atrakcyjna. Bardzo łatwo stać się jedną z wielu. O wiele ciężej pozostać sobą.

Bloga Ani znajdziesz tutaj: www.nieperfekcyjnamama.pl

1 komentarz

Leave a Response