Wywiad z Facetką

Mama nie z krwi, a z duszy i serca, czyli Wywiad z Facetką

adopcja procedura wyzwania

Tę wyjątkową kobietę poznałam na jednym ze spotkań blogerskich. Od razu skradła moje serce swoją pozytywną energią, wewnętrznym spokojem, racjonalnym podejściem i… swoją historią. Najpierw dowiedziałam się, że jest chirurgiem w jednym z Gdańskich szpitali, potem, że ma trójkę dzieci. Adoptowanych. Przedstawiam Ci Kasię – ciepłą i mądrą kobietę o ogromnym sercu!

Kilka słów wstępu o Kasi

Mogłabym opowiadać Ci o Niej godzinami, pozwolę sobie jednak przytoczyć kilka jej słów.

Jestem mamą adopcyjną trójki wspaniałych dzieci, żoną, wielbicielką zwierząt, a szczególnie kotów.  Zawodowo jestem lekarzem – specjalistą chirurgii ogólnej, w trakcie specjalizacji z ortopedii i doktorem nauk medycznych.  Z pasji jestem blogerką, zapaloną czytelniczką i podróżniczką amatorką.

Lekarz, mama, żona i kobieta pełna pasji. Taka jest właśnie Kasia, autorka bloga Nie z krwi, a z duszy i serca. Cóż więcej mogę napisać? Chyba tylko to, że serce ma ogromne, a duszę piękną!

Słów kilka o adopcji

M: Kasiu, jesteś mamą, ale jak sama mówisz – nie z krwi, a z duszy i serca. Możesz opowiedzieć nieco więcej o tym, jak zostałaś mamą?

K: Zawsze chciałam mieć dzieci. Marzyłam o 5 osobowej rodzinie jaką znałam z własnego dzieciństwa. Po ślubie staraliśmy się o dziecko 2 lata, bezskutecznie. Podjęliśmy leczenie niepłodności. W ciągu kolejnych 3 lat przeszliśmy przez kolejne jego etapy. Dwa razy byłam w ciąży i dwa razy straciłam dziecko. Adopcja zawsze była dla mnie opcją, ale mąż potrzebował więcej czasu na podjęcie tej decyzji. Gdy straciliśmy pierwszą ciążę zrozumiał, że to może być nasza droga. Niedługo później złożyliśmy dokumenty w ośrodku adopcyjnym i rozpoczęliśmy naszą drogę do szczęścia.

M: Czy długo trwały wszystkie procedury? Dużo mówi się o tym, że wszystkie formalności ciągną się w nieskończoność, jak to naprawdę wygląda?

K: W naszym przypadku wszystko szło gładko. Ośrodek, który wybraliśmy kwalifikuje kandydatów na szkolenie po roku od złożenia wstępnego wniosku i dostarczenie emocjonalnych życiorysów. W naszym przypadku zrobiono wyjątek i na kurs zaproszono nas po 9 m-cach, ponieważ zadeklarowaliśmy adopcję trójki rodzeństwa. Szkolenie rozpoczęliśmy końcem kwietnia, a już w czerwcu (w połowie kursu) poznaliśmy nasze dzieci. Jeździliśmy do nich 2x w tygodniu (120km) i spędzaliśmy z nimi jak najwięcej czasu. Pod koniec sierpnia zamieszkały u nas. Mieliśmy tylko jedną rozprawę, we wrześniu. Sąd zrezygnował z badania więzi, wystarczyła mu opinia dotychczasowej opiekunki dzieci. Formalności trwały jeszcze kilka miesięcy, ale już poza nami i oficjalnie staliśmy się rodziną w listopadzie. Koledzy z tej samej grupy szkoleniowej mieli dłuższą drogę, ale po 1,5 roku od początku szkolenia wszyscy byli już po zakończeniu procedury.

Zastanów się, czy chcesz urodzić dziecko, czy być mamą

M: Kiedyś oglądałam dokument o adopcjach i jedna z mam powiedziała piękne słowa: „trzeba zastanowić się w sercu, czy chce się urodzić dziecko, czy zostać mamą” – czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Czy trzeba przepracować temat najpierw z samą sobą?

K: Tak, to prawda. Są ludzie, dla których rodzicielstwo biologiczne jest tak ważne, że nie potrafią zdecydować się na adopcję i nie powinni tego robić. Mój mąż potrzebował przekonać się, że to jest nasza droga i ja dla niego podjęłam dalsze leczenie, mimo obaw i niechęci do procedur medycznych – trudno jest, gdy ma się wiedzę o wszystkim co może pójść źle, tylko dla niego. Było to trudne i ogromnie bolesne, ale bez tej próby on nie byłby takim ojcem dla naszych adoptusiów, jakim jest.

Gdy dostajesz informację o tym, że będziesz mamą…

M: Co czułaś, gdy zadzwonił telefon i dowiedziałaś się, że masz realną możliwość spełnić swoje największe marzenie i zostać mamą? Większość mam dowiaduje się na kilka miesięcy przed pojawieniem się malucha, wykonują test, na którego pozytywny wynik zazwyczaj czekają. Ta chwila wygląda trochę inaczej.

K: W naszym przypadku w ogóle było to nietypowo. Na szkoleniu zauważyłam dziwną reakcję naszego prowadzącego psychologa, gdy opowiadał historię dzieci, które trafiły do pieczy zastępczej. Skręcało go i tak dziwnie na nas patrzył, że po prostu wiedziałam, że mówi o naszych dzieciach. Mówiłam mężowi, ale nie chciał wierzyć. Mieliśmy spotkanie w domu tydzień później i byłam pewna, że powiedzą nam o dzieciach. I tak się stało! Kilka dni później zrobiliśmy przyspieszone testy psychologiczne i pokazano nam karty dzieci. Byliśmy niesamowicie podekscytowani! To było niesamowite. Wiedziałam, że spełni się moje największe marzenie. Będę mamą! Dwa dni później pojechaliśmy do nich po raz pierwszy.

M: Z zawodu jesteś lekarzem, masz doktorat z nauk medycznych, czy to w jakiś sposób wpłynęło na podjęcie decyzji? Miałaś zostać mamą trójki (!!!) maluchów z problemami, nie niemowlaka, o którym marzy większość przyszłych rodziców.

K: Nie sądzę, by to miało znaczenie odnośnie decyzji. Chciałam mieć rodzinę i niezależnie od zawodu dążyłabym do tego zawsze. Jednak wiedza medyczna zmienia nieco postrzeganie tej sytuacji. Wie się więcej o potencjalnych trudnościach – zaburzeniach, chorobach itp., ale wie się też lepiej jak sobie z tym radzić. W moim przypadku to dawało uspokojenie. Po prostu wierzyłam, że sobie poradzimy ze wszystkim i tak było.

Adopcja powinna być wspólną decyzją

M: A Twój mąż – czy od razu przyjął tę wiadomość tak samo entuzjastycznie jak Ty? Wasza rodzina miała powiększyć się nie o jedno dziecko, a aż troje! Co powiedzieli Wasi rodzice?

K: Mąż nie mając wiedzy medycznej bardzo się bał. Od momentu, gdy dowiedział się, że nasze dzieci na nas czekają schudł ponad 14 kg w ciągu 3 miesięcy jedynie ze stresu… Bał się, że najstarsza nie będzie już umiała nawiązać z nami relacji. To było niezwykłe, bo właśnie z nią dogadał się najszybciej. Rodzice męża niestety zginęli w wypadku samochodowym jadąc na nasz ślub, ale moja mama była wniebowzięta. Pokochała dzieci jeszcze zanim się z nimi spotkała, a to było kilka miesięcy po adopcji, bo moi rodzice mieszkają 650km od nas. Nasze rodzeństwo, ciocie i wujkowie też przyjęli to entuzjastycznie, choć niektórzy martwili się, czy damy radę.

Otoczenie a adopcja

M: Osoby, które chcą zaadoptować dziecko bardzo często boją się odbioru otoczenia. Tego, jak zareagują sąsiedzi, inne dzieciaki na podwórku i w szkole na wieść o tym, że maluchy nie są dziećmi z ich krwi?

K: Nigdy się tego nie obawiałam, bo zasadniczo nie ma się czego wstydzić. Adopcja to dla mnie tylko sposób na rodzicielstwo i to piękny sposób. My mogliśmy dać szczęśliwy dom i poczucie bezpieczeństwa dzieciom, które nie mogły zaznać tego w biologicznej rodzinie, a one dały nam sens życia i rodzinę. Przecież to jest piękne! Owszem odczuliśmy inne traktowanie z powodu adopcji w przypadku najstarszej córki. Musieliśmy zapisać ją do szkoły zanim dopełniono formalności adopcyjne, więc nie można było nie mówić o adopcji. Nauczycielka bardzo się wzruszyła tą sytuacją i bardzo pobłażała Asi. Nie było to korzystne, ale dzięki kilku rozmowom z wychowawczynią doszliśmy do porozumienia. Nie chwalimy się wszystkim wokół adopcją, ale zapytani mówimy o tym wprost. Reakcje jakie nas spotykają są pozytywne, czasem za bardzo. Najbardziej denerwuje mnie to, że wielu nazywa nas „wspaniałymi, świętymi, niezwykłymi”, a my tylko spełniamy marzenie o rodzicielstwie.

Adopcja to trudna, ale piękna droga

M: Założyłaś bloga, na którym dzielisz się informacjami i emocjami związanymi z adopcją. Dlaczego się na to zdecydowałaś? Mówisz otwarcie całemu światu, że jesteś mamą adopcyjną, co chyba nie zdarza się często.

K: Założyłam bloga, gdy wpisując w wyszukiwarkę zapytania o adopcję w odpowiedziach widziałam ogrom nieprawdziwych lub krzywdzących informacji i opinii. Nie mogłam się z tym pogodzić. Adopcja to droga trudna, ale piękna i nie można pisać o niej nieprawdy lub straszyć wszystkim co może pójść nie tak. Chciałam pokazać ludziom prawdę. Bez kolorowania, ale i bez straszenia. Pomyślałam też, że wiele poważnych trudności z dziećmi udało nam się przezwyciężyć i warto podzielić się naszym doświadczeniem i sposobami. Od tego czasu piszę i staram się oswajać adopcję, a także po prostu rodzicielstwo, bo to nasze różni się tylko początkiem i niektórymi problemami.

Niemożliwe jest możliwe!

M: Na moim blogu pokazuję, że niemożliwe jest możliwe – co wydawało Ci się kiedyś najtrudniejsze, co było niemożliwe?

K: Zawsze staram się znaleźć sposób i nie umiem przypomnieć sobie czegoś, co mnie wydawałoby się niemożliwe. Trudnych spraw bywa więcej. Bardzo chciałam mieć troje dzieci, a mój mąż się bał i przekonanie go do tego wydawało się ogromnym wyzwaniem. Pomogła mi jednak wtedy mama i się udało. Ogromnym wyzwaniem były główne problemy dzieci. Asia i jej wyuczona bezradność oraz bardzo niskie poczucie własnej wartości. Zuzia z jej atakami agresji i autoagresji trwającymi czasami po 2 godziny. Aleks z ogromnymi opóźnieniami rozwojowymi – mając 1,5 roku zachowywał się jak dziecko ok. dwumiesięczne. Jednak nic z tych rzeczy nie było niemożliwe w moich oczach. Podobnie napisanie i obrona doktoratu i ukończenie specjalizacji w pierwszym półroczu po adopcji wielu wydawało się niemożliwe, a dla mnie było po prostu kolejnym zadaniem do wykonania. Dziś myślę sobie, że nie wiem jakim cudem to wszystko udało się ogarnąć, ale wtedy byłam pewna, że damy radę.

M: Tradycyjnie na koniec pytanie o to, co chciałabyś powiedzieć kobietom, które są na początku swojej drogi, zastanawiają się nad adopcją?

K: Pamiętajcie, że adopcja to cud. Dzięki niej odnajdujemy nasze dzieci, które nie mogły pojawić się w naszym domu inaczej. Jeśli pragniecie być matkami i dawać szczęście swoim dzieciom to poradzicie sobie ze wszystkimi trudnościami. I pamiętajcie, że nie jesteście same! Zawsze możecie liczyć na moje wsparcie. Bo wspaniały rodzic też może być nie z krwi, a z duszy i serca!

Bloga Kasi znajdziesz tutaj: niezkrwiazduszyiserca.pl

Przeczytaj także Wywiad z Facetką, w którym rozmawiam z Anią Dydzik.

1 komentarz

Leave a Response