fbpx
Dzieci

Nie spełniaj swoich ambicji dzieckiem. Daj mu wolność wyboru

zajęcia dodatkowe ambicje rodzica

Bardzo często rodzice chcą spełniać swoje ambicje, poprzez dzieci. Znasz ten schemat? Ja nie miałem, ja nie mogłem, to Ty to zrób. Za tatusia, za mamusię… Mimo tego, że dziecko zupełnie nie czuje nauki gry na pianinie albo nie chce iść na studia medyczne, nikt go nie słucha. Musi to robić, bo chcą tego rodzice. Jedne zrobią dokładnie to, czego się od nich wymaga, drugie pójdą pod prąd. Ale żadne nie będzie szczęśliwe, jeśli nie będzie mogło rozwijać swoich pasji i zainteresowań. Zawsze będą miały w głowie to, że ktoś wybrał lub chciał wybrać za nie. A Ty, słuchasz swojego dziecka, czy wiesz lepiej?

Tata zawsze marzył, żebym była prawnikiem

Zacznę od swojej historii. Mój tata zawsze chciał, żebym została prawnikiem. Zazwyczaj rodzice marzą, żeby ich dzieci były “kimś” – lekarzem, weterynarzem, sędzią, urzędnikiem. Czasami prowadzą swój biznes i dzieciom urządzają życie tak, jak żyją oni. Chcą, żeby syn odziedziczył firmę budowlaną, warsztat samochodowy, żeby córka tak jak oni były optykiem lub prowadziła lokalny sklep. Mój tata chciał, żebym poszła na prawo. I wiesz, ja też o tym myślałam. Wszystkie przedmioty na studiach, które dotyczyły aspektów prawnych zdawałam na piątki. Zastanawiasz się pewnie, czemu w takim razie nie zostałam prawnikiem? Dlatego, że chciał tego mój tata i to było jego oczekiwanie. Poszłam na przekór, teraz myślę, że zupełnie bez sensu. Wtedy jednak wydawało mi się, że robię dobrze.

Wymyślił dla mnie jakiś plan, a ja bardzo nie lubię, gdy ktoś decyduje za mnie. Nie popieram też porównywania dzieci i ocen w szkole. Nie dostawałam pochwały, gdy za czwórkę z klasówki, ważne było to, co dostały moje koleżanki. Miałam mieć piątki ze wszystkich przedmiotów, bez względu na to, jakie miałam zainteresowania. No i w sumie tak było, pierwszą tróję na świadectwie miałam dopiero w liceum. I nie, zdecydowanie nie byłam kujonem. Mam fotograficzną pamięć i nieźle kombinuję, dzięki czemu potrafiłam przejrzeć materiał na korytarzu i świetnie napisać kartkówkę. Nie czytałam też lektur, wystarczyło, że ogarnęłam wzrokiem kilka opracowań i posłuchałam od innych. Z perspektywy wiem, że mogłam się bardziej przykładać, ale wtedy wydawało mi się to ok. Wciąż czułam, że tata ma na mnie plan i muszę robić wszystko, żeby był zadowolony. Mama podchodziła do tego wszystkiego trochę inaczej…

Mama chciała, żebym była szczęśliwa

Idąc do liceum stanęłam przed dylematem wybrania profilu. Miałam dobre oceny ze wszystkiego, więc w sumie nie wiedziałam co wybrać. Zdecydowałam się na matematykę i język. Szło mi nieźle, ale to nie było to. W połowie szkoły zdecydowałam się na zmianę, wywróciłam wszystko do góry nogami. Wymyśliłam sobie, że będę studiować stosunki międzynarodowe w Toruniu i jednak idę na profil społeczno-prawny. Miałam szóstkę z historii, więc bez problemu uzyskałam zgodę na przeniesienie, bez konieczności nadrabiania materiału na poziomie rozszerzonym. I wiesz, dostałam się na dokładnie te studia, które chciałam. A wiesz dlaczego? Dlatego, że miałam wsparcie mojej mamy. Powiedziała mi wtedy, że jeśli to jest moje marzenie, to powinnam do niego dążyć.

Gdy zaczęłam naukę w liceum, powiedziała mi też, że mam skupić się na przedmiotach, które lubię i czuję, a resztę mieć na tróję. Może dzięki temu nie przejmowałam się fizyką i chemią, a maturę z polskiego zdałam najlepiej w mieście. Dała mi wolną rękę, to dzięki niej jestem teraz w tym miejscu. Zawsze zwracała uwagę na to, bym uczyła się języków i rozwijała moje pasje. Wspierała mnie podczas konkursów recytatorskich i ćwiczyła ze mną godzinami nudne wiersze. Bardzo jej za to dziękuję, że nie musiałam być “jakaś”, że mogłam być sobą.

Zajęcia dodatkowe – konik rodziców i zmora dzieci

Za moich czasów wybór był okrojony – język, szkoła muzyczna, zespół pieśni i tańca, no i korki. Małe miasto 20 lat temu nie oferowało zbyt wiele. Ja chodziłam na angielski, przez chwilę także tańczyłam we wspomnianym zespole. Teraz wiele się zmieniło i dzieci mają możliwość rozwijania swoich pasji praktycznie na wszystkich płaszczyznach. Jakiś czas temu, zapytałam na naszej facebookowej grupie, czy dzieciaki moich czytelniczek chodzą na zajęcia dodatkowe. Nie byłam zdziwiona, że większość odpowiedziała twierdząco. Najpopularniejszymi zajęciami wciąż są języki, tańce i sportowe aktywności. I nie, nie uważam, że jest to bez sensu. Ważne tylko, by dziecko chciało w nich uczestniczyć.

Czy Ty, chciałabyś robić coś pod przymusem? Na przykład grać w tenisa dwa razy w tygodniu, chociaż wolałabyś tańczyć? No pewnie nie. Odpowie tak wielu z nas, dorosłych. Dlaczego więc na siłę staramy się znaleźć zainteresowania naszym dzieciom? Nie obserwujemy ich i nie pokazujemy tego, z czego mogłyby mieć radość, tylko po prostu wiemy lepiej? To sprawia, że często maluchy idą w odwrotną stronę, są w czymś przeciętne, chociaż rozwijanie swojej pasji, mogłoby je zaprowadzić na szczyt. Nie traktuj zajęć dodatkowych, jak swojego konika, nie funduj dzieciakowi traumy i nie każ mu ćwiczyć gry na fortepianie, chociaż woli kopać w piłkę.

Pokaż dziecku możliwości

Zajęcia dodatkowe są fajne, ale tylko wtedy, gdy dziecko jest nimi zainteresowane. A co, gdy ono mówi, że nie interesuje go nic? Nie podsuwaj na siłę, nie zapisuj, bo może mu się odmieni. Bo przecież musi na “coś” chodzić, dzieci sąsiadki każdego popołudnia “coś” robią. Popatrzcie na możliwości razem, powiedz, że zawsze może zrezygnować. Zaraź go chęcią poszukiwania. Znasz przysłowie: z niewolnika nie ma pracownika”? Tak czuje się dziecko. Dzisiejszy świat daje mnóstwo możliwości, ważne jednak, by były one indywidualnie dopasowane. Nie zrobisz matematyka z humanisty. Możesz go zmuszać do całkowania i może nawet to załapie, ale nie będzie szczęśliwy.

Pokazuj dziecku możliwości, postaraj się zarazić pasją. Jeśli po pół roku stwierdzi, że zajęcia sportowe nie są dla niego, że się męczy, to po prostu odpuść. Moje dziewczyny w tamtym roku zaczęły chodzić na balet. Starszej zajęcia w przedszkolu spodobały się tak bardzo, że chodziła jeszcze na dodatkowe zajęcia. Tańczyła dwa razy w tygodniu i nadal to kontynuuje. Kocha balet, taniec, śpiew. Mała po roku w przedszkolu, poprosiła żeby ją wypisać. Zrobiłam to z ciężkim sercem, bo ma tak elastyczne ciało, że szpagat robi z marszu. Tak po prostu, bach i szpagat. Starsza nie dochodzi nawet do połowy, mimo tylu godzin baletu. Kocha to jednak i na palcach staje znakomicie, jest też eteryczna i wrażliwa, co widać na scenie.

Razem z małą zastanawiałyśmy się, co w takim razie wybrać. Zdecydowała się na… karate. W grupie są praktycznie sami chłopcy, bo to przecież męskie zajęcia. A ona jest w swoim żywiole! Czy powinnam napierać i na siłę pchać ją tam, gdzie jej się nie podoba? Zdecydowanie nie.

Obserwuj dziecko

Gdy myślę o zmuszaniu dzieci do pewnych zajęć, w głowie mam moją koleżankę z podstawówki. Jej mama bardzo chciała, by grała na pianinie. Musiała chodzić do szkoły muzycznej i ćwiczyć godzinami. Nigdy nie mogła się z nami bawić, bo mama kazała jej grać. I niestety, z samej chęci rodzica, dziecko nie było wirtuozem. Pamiętam, gdy podczas rozdania nagród na konkursie matematycznym, miała grać “Dla Elizy”. Zaczynała kilkukrotnie i wciąż się myliła. Zanim doszła do połowy, dyplomy zostały rozdane. Stres, zdenerwowanie, bezsilność. Nie takie emocje powinno się fundować dziecku.

Obserwuj młodego człowieka, który mieszka razem z Tobą pod jednym dachem. Rozmawiaj, śmiej się, angażuj w życie. Pokaż mu możliwości i sprawdzaj, czy to jest właśnie to, co go cieszy. Nie chodzi o to, by totalnie olać ten temat. Warto dostrzec konkretne umiejętności i pomóc je rozwinąć. Trzeba testować, próbować i szukać opcji, która przyniesie korzyści. MUSISZ obserwować swoje dziecko.

Jeśli moja córka będzie chciała zostać zawodowym kucharzem, to jej nie wyśmieję, tylko wyślę na najlepszy kurs kucharski. Nie musi iść na studia medyczne, nie mam dla niej planu. Chcę, żeby moje dziewczyny były szczęśliwe. Nie muszą być kimś konkretnym, żebym była z nich dumna. Wystarczy, że są sobą.

Tags : dzieci;pasja

Leave a Response