fbpx

No właśnie, czy to potrafisz? Bez względu na to,czy masz partnera, rodzinę, czy otacza Cię wielu ludzi, czy tylko kilku. Czy chociaż raz poszłaś do kawiarni wypić kawę sama ze sobą? Czy czytałaś książkę siedząc sama w parku? Czy byłaś w kinie bez towarzystwa? Czy lubisz siebie? Wiele pytań i dwie możliwe odpowiedzi – tak lub nie.

Przez wiele lat nie potrafiłam być sama. Pod każdym względem. Zawsze miałam chłopaka, dziwnie czułam się bez kogoś u boku. Gdy rozstawałam się z jednym, chwilę potem szukałam drugiego. Chyba po prostu bałam się być sama. Może czułam się gorsza, wybrakowana, nie wiem. Tak po prostu było. Zawsze otaczałam się też znajomymi, ludźmi z którymi mogłam porozmawiać, wyjść na imprezę i po prostu dobrze się bawić. Samotnicy kojarzyli mi się z ludźmi smutnymi i zagubionymi. Ale czy naprawdę tak jest?

Czy to, że akurat jesteś sama, nie masz partnera, wyjechałaś do innego miasta lub na koniec świata jest czymś dramatycznie przejmującym? Teraz wiem, że nie. Żeby czuć się dobrze w świecie, w towarzystwie, związku, pracy, trzeba lubić siebie i umieć czasami spędzić dzień lub wieczór tylko ze sobą. Tak po prostu, zrobić coś, co się lubi lub poleżeć w łóżku i nie robić zupełnie nic. Być sama ze sobą.

Wydawało mi się,że panuję nad swoim życiem, gdy byłam na studiach. Dostałam się na wymarzony kierunek na wymarzonej uczelni. Miałam mnóstwo świetnych znajomych i faceta, który był moją miłością z dzieciństwa. Fajne współlokatorki, plany, nigdy nie byłam sama. Na ostatnim roku licencjatu nagle wszystko zaczęło się walić. Totalnie wszystko. Nie wiedziałam co mam dalej robić. Postanowiłam zaryzykować i zacząć wszystko od nowa. Zmieniłam miasto, uczelnię, kierunek na studiach magisterskich. Mój związek się rozpadł, przyjaciele zostali kilkaset kilometrów ode mnie. Wynajęłam pokój ze znajomą z rodzinnego miasta, zaczęłam nowe studia, znalazłam pracę i postanowiłam być niezależna. Czułam, że wszystko zależy tylko ode mnie, zaakceptowałam i polubiłam siebie. Wtedy wszystko zaczęło się na nowo układać, dzięki tej trudnej decyzji jestem tu, gdzie jestem.

Potem po drodze znowu gdzieś się zgubiłam. W tym całym macierzyństwie, prowadzeniu domu i w korporacji. Przestałam myśleć o sobie, żyłam zadaniami. W każdej minucie dnia towarzyszyło mi przeświadczenie, że coś muszę, że nie mogę zawieść dzieci, męża, szefowej. W pewnym momencie powiedziałam: STOP. Wyskoczyłam z pociągu. Wsłuchałam się w siebie i odnalazłam równowagę. Po raz kolejny bardzo dużo się zmieniło.

Zdarza Ci się wyłączyć telewizor, odłożyć telefon i tak po prostu popatrzeć w sufit? Pójść do wspomnianej kawiarni lub kina bez towarzystwa? Wsłuchać się w siebie? Musisz odkryć to, co lubisz, jaka jesteś. Docenić zalety i zaakceptować pewne wady lub się na nie cholernie wkurzyć i zacząć zmieniać swoje życie. Ono należy tylko do Ciebie, to jak będziesz czuła się w świecie, zależy od tego, jak postrzegasz siebie. Uwierz w siebie!

Leave a Response